środa, 24 czerwca 2015

Rozdział I

Holland's POV

Moje życie było piękne, bez żadnych problemów, zmartwień i kłopotów. Właśnie szykowałam się na randkę z moim idolem, kiedy zadzwonił mój telefon, podniosłam go i odebrałam: - Haloo? Kto mówi? - byłam coraz bardziej zirytowana, kiedy nagle obraz zaczął mi się rozmazywać przed oczami...
Obudziłam się oślepiona promieniami słońca, które wpadały przez okno i dźwiękiem mojej komórki. Oszołomiona zaczęłam na ślepo szukać telefonu, w końcu udało mi się go znaleźć pod stertą brudnych ubrań. Zaspana przetarłam oczy i zobaczyłam na ekranie telefonu, że mam 5 nieodebranych połączeń od Tylera, oddzwoniłam. Po pierwszym sygnale odebrał: - I jak śpiąca królewna już wstała? - nienawidziłam gdy tak mnie nazywał. - Mówiłam Ci, żebyś tak do mnie nie mówił! A tak poza tym czy tobie się już naprawdę nudzi? - w międzyczasie przełożyłam telefon do lewej ręki i udałam się do łazienki.
- W przeciwieństwie do Ciebie mam bardzo ciekawe życie, ale chciałbym Ci przypomnieć, że masz test zaliczeniowy za 30 min - czasem irytował mnie tą swoją doskonałością, ale tym razem to było przydatne.
- Na śmierć zapomniałam! Dlaczego mnie wcześniej obudziłeś! - w rekordowym tempie wciągnęłam na siebie ubrania, przeczesałam palcami włosy i umyłam zęby. - Próbowałem, ale śpisz jak kamień -  bardzo często przydawała mi się ta umiejętność, np. na nudnych wykładach Pana Fitza. -To jest dar, ale i przekleństwo - chociaż częściej to był dar. - Hej Holly, powodzenia - wyobraziłam sobie jak uśmiecha się pod nosem. - Dzięki, przyda się - rozłączyłam się i wybiegłam z domu, aby zdążyć na autobus. Po drodze wpadłam na świetny pomysł,aby się pomalować, ale chyba nie wyszło mi to za dobrze.
Na egzamin zdążyłam w ostatniej chwili, zlana potem i w rozmazanym makijażu.
Niektórym kobietom podobno pomaga makijaż, ale ja nie należałam to tych osób.
Dodatkowo byłam meega zestresowana, co nie pomagało mi za bardzo. Podobno stres motywuje... To się okaże.
Zaraz po teście wróciłam do domu, ponieważ skrócono lekcje z powodu zaliczeń. Droga powrotna ciągnęła się bez końca, a dodatkowo było bardzo dużo osób w  autobusie. Jedynym małym plusem było to, że wysiadałam prawie pod domem, niektórzy mówią,że trzeba cieszyć się z małych rzeczy,uwierzcie mi próbowałam. Ale niestety ten dzień nie należał do moich najszczęśliwszych. Pierwsze co zobaczyłam po wyjściu z autobusu to rzecz przez, którą mój dzień ze strasznego przerodził się w okropny. A mówiąc to miałam na myśli firmę przeprowadzkową,która wnosiła meble do domu moich starych sąsiadów państwa Donaldson, ale nie to było najstraszniejsze. Najstraszniejsze było to, że ja nie wiedziałam kto może tam zamieszkać. Jednak nie postanowiłam tego sprawdzać i pobiegłam szybko w stronę furtki mojego domu, ale niestety nie dość szybko. usłyszałam za sobą kroki i głos, który powiedziała: - Przepraszam mieszkasz tutaj? - spojrzałam w górę i zobaczyłam wysokiego bruneta o niesamowicie brązowych oczach.
- Nie wiesz próbuje się włamać kluczem przez furtkę - nie zawsze byłam chamska dla nowo poznanych osób,ale coś było w tym chłopaku, że nie mogłam się powstrzymać.
- Hej wybacz mi nie chciałem być wścibski, chciałem tylko poznać sąsiadów, a raczej sąsiadkę - kiedy to mówił uśmiechnął się w sposób od, którego większość dziewczyn by się rozpłynęła, ale nie ja. Nie tym razem..
- Hej wybaczam Ci, ale się śpieszę - to nie była prawda, ale nie mogłam dłużej tam stać.
- No dobrze już Cię dłużej nie będę Cię zatrzymywał, chciałbym się jeszcze tylko przedstawić. Jestem Dylan  O'Brien - mówiąc to wystawił w moją stronę rękę.
- A ja jestem Holland Roden, a teraz już naprawdę muszę iść - uścisnęłam jego dłoń i szybko odeszłam nie odwracając się. Starałam się zachować pozory normalności. Gwałtownym ruchem otworzyłam drzwi i weszłam do domu o mało co się nie przewracając. Próbowałam się nie rozpłakać, ale emocje wzięły górę. Usiadłam przy ścianie łzy zaczęły spływać po mojej twarzy, niszcząc mój i tak już rozmazany makjiaż.
Dlaczego tutaj? Dlaczego teraz? 


*dzień później*

Czułam się jakbym miała kaca, ale to nie było to. Moja głowa pękała, miałam całe oczy opuchnięte od płaczu, a moje samopoczucie... Szkoda gadać.
Nawet nie chciało mi się nic robić z moimi włosami czy twarzą. Jedyne co pomagało, kiedy byłam w takim dołku to rozmowa z moim najlepszym przyjacielem Tylerem. Wygrzebałam telefon z mojej zaśmieconej torebki i wybrałam jego numer. Odebrał po kilku sekundach: - Hej Holland niemoge teraz za bardzo gadać - słyszałam jakieś głosy, gdy to mówił. - Ooo... To nie przeszkadzam, już się rozłączam - już miałam się rozłączyć, gdy powiedział. - Co jest z twoim głosem? Co się stało? Poczekaj chwilkę - słyszałam jak przechodził do innego pokoju. - Dobrze już mogę. A teraz mów co się stało - starałam się, aby mój głos nie brzmiał płaczliwie, gdy z nim rozmawiałam. - Ty... - nie mogłam wydusić z siebie ani słowa.
- Holland odezwij się, proszę zaczynam się bać.
- Tyler chyba go widziałam... - mój głos coraz bardziej drżał.
- Ale kogo Holly? O kogo Ci chodzi? - słyszałam w jego głosie niepokój.
- Tego, którego imienia nie wolno wymawiać - kiedy to powiedziałam bolesne wspomnienia wróciły ze zdwojoną siłą.
- Mówisz o Voldemorcie?! - nienawidziłam, kiedy sobie tak żartował.
- Tyler to nie są żarty! Mówię poważnie, przypomnij sobie wydarzenia sprzed kilku lat - byłam coraz bardziej zdenerwowana.
- Mówisz o nim?! Nie Holly to niemożliwe. Ale gdzie, jak? - wyczułam, że on też zaczął się denerwować.
- To mój sąsiad, znaczy to chyba nie on, ale był bardzo podobny, prawie jak bliźniaki, no może oprócz włosów, ale mówię prawdę musisz go zobaczyć - nie mogłam uwierzyć,że to znowu się dzieje.
- No widzisz sama powiedziałaś, że jest tylko podobny, więc nie masz się czego bać, to na pewno czysty przypadek - jego słowa trochę mnie uspokoiły, ale nie wierzyłam, że na długo.
- Może i masz rację i za bardzo dramatyzuje.Dziękuje Tyler -  byłam naprawdę wdzięczna za takiego przyjaciela.
- Nie ma za co, w końcu po to tu jestem, aby być przy tobie. A teraz idź się zdrzemnij trochę- czasami myślałam że na niego nie zasługiwałam.

Dylan's POV

Wiedziałem, że ta przeprowadzka ma wiele zmienić w moim dotychczasowym życiu, ale i w przyszłym. Nie wiedziałem do końca czy dobrze robię, ale tak myślałem, w końcu miałem przeprowadzić się do innego stanu, a ściślej mówiąc do Kalifornii, co od dziecka było moim marzeniem. Ale jak to mówią marzenia trzeba spełniać,a moje właśnie się spełnia, jadę właśnie do mojego nowego miejsca na ziemi, które znajduje się w San Diego, daleko od mojego rodzinnego miasta, choć ma to swoje plusy i minusy cieszyłem się. Potrzebowałem jakiejś zmiany po tych wszystkich latach i oto nadszedł ten czas. Nie wiedziałem co może mnie tam czekać, ale zawsze lubiłem poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Szczególnie wierzyłem, że poznam jakąś nową dziewczynę, bo jak narazie moje życie miłosne miało się nijak, wciąż nie mogłem znaleźć odpowiedniej dziewczyny. Czasami żałowałem, że moje życie nie przypomina komedii romantycznej, wtedy los mógłby zadecydować za mnie.
Nie wiedziałem jeszcze wtedy jak moje życie ma zmienić się po tej przeprwoadzce...



__________________________________________________________________
Nie jest to zbyt długi rozdział, może w kolejnych troszkę bardziej się rozpisze. Nie jestem w to jeszcze dobrze wprawiona, ale mam nadzieję, że dało się czytać.
Więc jeśli ktoś to czyta to proszę niech skomentuje :3

3 komentarze:

  1. Czekam na kolejny ^-^ Zapowiada się nieźle! 😀😀😀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo dziękuje :3 Nawet nie wiesz ile twój komentarz dał radości i motywacji :))

      Usuń