poniedziałek, 6 lipca 2015

Rozdział II

Dylan's POV

Po wniesieniu i ustawieniu wszystkich mebli w domu nadal zostało mi dużo miejsca z, którym nie miałem zielonego pojęcia co zrobić. Mój dom wyglądał jak typowe mieszkanie faceta, choć mieszkałem sam w domku jednorodzinnym. Zdecydowanie brakowało tam kobiecej ręki, ale to było niemożliwe, ponieważ od dłuższego czasu byłem singlem. Jedyną kobietą jeśli mogę to tak nazwać, była moja suczka Maggie.
Po uporządkowaniu wszystkiego nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Mimo tego, że bardzo cieszyłem się z tej przeprowadzki doskwierała mi samotność. Jedyną osobą, którą znałem w San Diego był mój przyjaciel z dawnych lat szkolnych Tyler Posey, z którym nie utrzymywałem kontaktów od lat. Choć wciąż miałem jego numer miałem pewne obawy czy go nie zmienił. Postanowiłem to sprawdzić i chwyciłem swoją komórkę.
Wybrałem jego numer pod jego imieniem i czekałem... Po 5 sygnale straciłem już nadzieję i już miałem się rozłączyć, gdy usłyszałem głos z drugiej strony, który powiedział : - Halo? Kto mówi? - słyszałem w jego głosie niepewność. - Z tej strony Dylan O'Brien, wiem że możesz mnie nie pamiętać chodziliśmy razem do szkoły Mira Costa High School  - w szkole byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, byliśmy dla siebie jak bracia, ale po liceum kontakt się urwał. - Czy to jest żart? Czy ja właśnie rozmawiam z moim najlepszym kumplem Dobsem*?! Proszę powiedz, że to nie jest żart - coś mi mówiło, że chyba jednak mnie pamiętał. - Nie to nie żart Ty, właśnie przeprowadziłem się do San Diego - czułem, że nasza przyjaźń nie była do końca zakończona. - Dlaczego wcześniej nie zadzwoniłeś i nic nie mówiłeś?  - Wiesz było mi głupio, w końcu przez pewien czas nie mieliśmy kontaktu - mimo tego cieszyłem się, ze znowu ze sobą gadamy jak dawniej.
-Hej to już nieważne ważne jest to, że zadzwoniłeś i teraz musimy się koniecznie spotkać. -Miałem to samo zaproponować, może spotkamy się w kawiarni Central Perk za 30 minut? - to spotkanie po latach miało odnowić naszą przyjaźń. -Świetnie a więc spotkamy się na miejscu, do zobaczenia. - kiedy to powiedział usłyszałem dźwięk, który oznaczał koniec rozmowy.
Dla niektórych pół godziny mogło to być dużo, ale nie dla osoby całej umazanej niebieską farbą. Uroki nowego domu. Szybko wbiegłem po schodach do mojej jeszcze nie do końca urządzonej sypialni.Czasami sam siebie pytałem po co kupiłem dwuosobowe łóżko. Może sam jeszcze wierzę, że znajdę ,,tą jedyną". Podszedłem do szafy i rozsunąłem podwójne drzwi, zazwyczaj panowały tam odcienie szarości i czerni, ale zauważyłem niebieską koszulkę wciśniętą w róg szafy, jak na mnie była to ogromna zmiana. Wcisnąłem ją na siebie pomimo tego, że była cała pognieciona jakoś nigdy mi to nie przeszkadzało, zabrałem jeszcze czarne spodnie, zamknąłem szafę i wyszedłem z pokoju. Skierowałem się w stronę mojej małej łazienki, nie miałem czasu na prysznic, a więc tylko przemyłem szybko twarz. W tym całym pośpiechu zdążyłem spojrzeć na zegarek i zauważyłem, że zostało mi tylko 15 minut. Wybiegłem z domu jak oparzony o mało co nie przerwcając się na schodach. Podbiegłem szybko do drzwi garażowych i otworzyłem je pilotem, gdy się uniosły ujrzałem moje nowiutkie czerwone Audi A1. Wsiadłem do auta i wyjechałem, nie przejechałem nawet kilku metrów, kiedy przypomniałem sobie o nie zamkniętych drzwiach. Zirytowany wysiadłem z samochodu i kliknąłem przycisk na pilocie a już po kilku sekundach same zaczęły się opuszczać. Już lekko zdenerwowany ruszyłem z piskiem opon, aby się trochę odstresować włączyłem radio, ale niestety mój pech chciał, aby leciały same reklamy, więc zacząłem przeskakiwać po stacjach. Kiedy nie znalazłem nic ciekawego kliknąłem off i radio momentalnie ucichło. Od czasu mojego przyjazdu nie miałem w ogóle czasu aby rozejrzeć się po okolicy, aż do teraz. Wyglądając za okno pierwsze co rzucało się w oczy to malownicze plaże, jak narazie puste ze względu na wczesną porę, choć nie dało się nie zauważyć kilku surferów korzystających ze świetnej pogody i fal. Właśnie to też skłoniło mnie, aby się tu przeprowadzić, w młodości, kiedy miałem możliwość sam pływałem na desce a teraz będę mógł to robić praktycznie codziennie. Jadąc dalej plaże ustępowały miejsca coraz to większym budynkom i wieżowcom. Choć kochałem spokój i ciszę to lubiłem wyrwać się do miasta czasem tylko po to, aby popatrzeć na ludzi, sklepy czy ogromne bilbordy. Wyjeżdżając za zakrętu miałem przed oczami kawiarnię w, której miałem spotkać się z Tylerem. Wjeżdżając w ulicę już dało się zauważyć, że będzie trudno znaleźć miejsce, ale po kilku okrążeniach udało mi się znaleźć miejsce dla mnie. Wysiadając z auta oczywiście upuściłem kluczyki i już miałem po nie sięgnąć, kiedy jakaś szczupła dłoń podniosła je za mnie. Spojrzałem więc do góry próbując dostrzec osobę stojąca przede mną, ale uniemożliwiało mi to słońce padające prosto na moją twarz. Zasłaniając ręką oczy dostrzegłem przed sobą drobną blondynkę o niebieskich oczach trzymającą w dłoni moje kluczyki.
- To chyba twoje - mówiąc to podała mi klucze muskając palcami moją dłoń.
- Tak, dziękuje - głos w mojej głowie mówił mi, że z tą dziewczyną jest coś nie tak i, że przysporzyła by mi nie jednych kłopotów.
- Ładny samochód - uśmiechnęła się figlarnie.
- Dzięki za pomoc, ale się śpieszę. To narazie - chciałem stąd jak najszybciej odejść i tak byłem już spóźniony.
- Mam nadzięje, że do zobaczenia - odeszła oglądając się jeszcze przez ramię i puściła mi oczko.
Zmieszany tą całą sytuacją wszedłem przez drzwi kawiarni a nad moją głową rozdzwięczał dzwonek. Rozejrzałem się po pomieszczeniu i zauważyłem chłopaka odwróconego do mnie plecami siedzącego w kącie z burzą czarnych włosów. Mój ,,niezawodny" instynkt kazał mi pójść w tamtym kierunku i tak też zrobiłem. Podchodząc do stolika już prawie miałem pewność, że chociaż tym razem się nie pomyliłem. Nie wiedziałem co zrobić, czy usiąść czy go zaczepić. Nie zdążyłem jednak podjąć decyzji, kiedy Tyler wstał i uśmiechnął się do mnie w znany mi sposób. Nie zdążyłem jeszcze nic powiedzieć, kiedy Ty rzucił się na mnie i mocno uścisnął, ten uścisk nadrabiał wszystkie lata, kiedy się nie widzieliśmy.
- Hej stary nie mogę oddychać i ludzie się gapią - dla żartu wstrzymałem oddech, ale tak naprawdę cieszyłem się równie mocno jak on.
- Niech patrzą, w końcu nie zawsze mają okazje widzieć dwóch najlepszych kumpli po latach - jednak uwolnił mnie ze swojego żelaznego uścisku i obaj usiedliśmy. Nie minęła nawet chwila a podeszła do nas kelnerka i zapytała : - Coś dla panów? - była to wysoka brunetka o niezwykle ciemnej karnacji i zielonych oczach, była starsza od nas to było widać, jak na moje oko mogła mieć 24 lata.
Tyler wziął do ręki menu, spojrzał tylko na nie i powiedział : - Poproszę duże latte macchiato - uśmiechnął się do dziewczyny i oddał jej kartę. - A dla pana? - zwróciła się w moją stronę. - Poproszę to samo - nie miałem zbyt ochoty, ale nie chciałem siedzieć z pustymi rękami,
- Nieźle stary zawsze miałeś powodzenie u dziewczyn - od razu przypomniały mi się moje stare lata w liceum.
- Ale czemu tak nagle o tym wspominasz - byłem lekko zmieszany jego zachowaniem.
- No jak to czemu widziałem Cię przed lokalem jak gadałeś z jakąś dziewczyną - miał swój głupkowaty uśmiech na twarzy, który często mnie irytował.
- Ona mi tylko pomogła podnieść kluczyki nie ma o czym mówić w ogóle nie jest w moim typie - aby uniknąć dalszych tłumaczeniem sięgnąłem po moje latte, które właśnie przyniosła nam kelnerka.
- Taaak? A kto jest w twoim typie? - wiedziałem, że już nie odpuści.
- No wiesz takie ładne rudowłose dziewczyny o brązowych oczach... - powiedziałem za dużo, ale teraz wiedziałem, że będzie drążył temat.
-  Ooo mój mały Dylan się zakochał - mimo tego, że był moim kumplem miałem ochotę mu przywalić, ale tak ,,lekko".
- Nie zakochałem się, tylko mi się spodobała jedna dziewczyna - nie kłamałem ona naprawdę mi się podoba.
- No dobrze nie wierze Ci, ale kto to jest, jak się nazywa i ile ma lat - Ty kochał mi robić przesłuchania.
- To moja sąsiadka, ma na imię Holland i jest trochę młodsza od nas. Masz jeszcze jakieś pytania detektywie?
- Ha ha bardzo śmieszne, ale zaczekaj mówisz,że ma na imię Holland? - widać było w jego oczach, ze chyba ją zna.
- No tak, ale dlaczego pytasz. Znasz ją? - słyszałem jak mruczy pod nosem.
- Co mówiłeś? Wiesz muszę niestety już lecieć, ale jeszcze dziś do Ciebie zadzwonię i się zgadamy - rzucił na stolik 20$ i wybiegł z kawiarni.
Nie wiedziałem co się stało, że nagle musiał iść, nawet nie zdążył dopić swojej kawy. Nie miałem zamiaru siedzieć tam sam, wystawiony na wzrok innych osób, więc wyjąłem 30$ z portfela, chwyciłem kurtkę i wyszedłem zostawiając za sobą dźwięk dzwonka.

*Dobs - ksywka Dylana z lat szkolnych

__________________________________________________________________
A więc jak obiecałam rozdział jest troszkę dłuższy od poprzedniego, ale nie zbyt długi bo bałam się, że wtedy nikt go nie przeczyta :)
Ale jeśli ktoś dotrwał do końca i chciałby wiedzieć co bedzie działo się dalej niech napisze tam na dole w komentarzu :3
Komentarze bardzo motywują i dają mi wiele radości, więc za każdy od razu dziękuje ♥

3 komentarze:

  1. cudowny jak zawsze! chce już kolejny więc lepiej zacznij pisać :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mogę się doczekać następnego ;* pisz szybciutko <3

    OdpowiedzUsuń
  3. rozdział genialny tak jak poprzedni <3 nie mogę się doczekać kolejnego :3

    OdpowiedzUsuń