niedziela, 23 sierpnia 2015

Rozdział V

Dylan's POV

Już po pierwszym spotkaniu z Holland wiedziałem, że jest wyjątkową osobą. A wczorajszy poranek tylko utwierdził mnie w tym przekonaniu. Dzień wcześniej, kiedy Tyler nas poznał nie miałem okazji z nią porozmawiać. Cały czas trzymała się na uboczu choć w sumie się jej nie dziwie, ponieważ gadaliśmy z Tylerem o ostatnim meczu baseballa. Nie chce, aby to zabrzmiało dziwnie, ale ucieszyłem się, kiedy zepsuł jej się samochód. A jeszcze bardziej, kiedy zgodziła się abym ją podwiózł.
I tak jak myślałem Holly nie dość, że śliczna to jeszcze mądra i sympatyczna. Tylko miałem wrażenie, że moja obecność ją nieco krępuje. Ale na szczęście im więcej czasu ze sobą spędzaliśmy tym bardziej się rozluźniała. A kiedy wczoraj poraz pierwszy usłyszałem jej szczery śmiech był to dla mnie najpiękniejszy dźwięk w życiu. Już od pierwszej chwili, kiedy ją zobaczyłem miałem ochotę zatopić ją w swoich ramionach. Niestety bałem się, że tak śmiały gest na początku naszej znajomości może ją wystraszyć, a jedyne na co sobie pozwoliłem to złapanie za jej malutką dłoń, która wydawała mi się strasznie krucha przez co bałem się, że mógłbym skrzywdzić Holly. Ale na szczęści nie zabrała ręki, a nawet mógłbym powiedzieć, że zauważyłem na jej twarzy delikatny uśmiech. Ten cały wczorajszy dzień napełnił mnie tak pozytywną energią i kiedy już nawet wróciłem do domu nie mogłem pozbyć się uśmiechu z twarzy. Zasługą tego był też buziak mimo tego, że przelotny i ledwo wyczuwalny, którym obdarzyłem Holland. Nie miałem do końca pewności jak na niego zareagowała, ale ja w tamtej chwili byłem najszczęśliwszym chłopakiem na świecie. Jeszcze przy żadnej dziewczynie nie czułem tego co przy Holly. Za każdym razem, kiedy ją widziałem moje serce jakby chciało wyrwać się z piersi i pofrunąć w jej stronę, a na całym ciele czułem przyjemne dreszcze. Nie mogłem także dostatecznie się skupić, ponieważ ciągle przypominały mi się jej piękne brązowe oczy oraz to jak uroczo marszczyła nosek, kiedy nad czymś się zastanawiała.
Im dłużej o niej myślałem tym bardziej moje myśli wybiegały w przyszłość. Spotkaliśmy się jedynie trzy razy z czego dwa spotkania nie należały do udanych, a ja już nie mogłem wyrzucić jej z mojej głowy. Nie byłem w stanie niczego zrobić, ponieważ ciągle miałem ją przed oczami. Jedyne co mogłem robić w takich sytuacjach to wciągnąć na siebie stary t-shirt oraz dresy i iść pobiegać, aż do utraty tchu. Po ubraniu się chwyciłem jeszcze telefon i słuchawki, aby muzyka choć na chwile zagłuszyła moje myśli i otaczający mnie świat. Otworzyłem drzwi wejściowe, a zimny podmuch wiatru uderzyłem w moją twarz co mi nie przeszkadzało, a mógłbym nawet powiedzieć, że orzeźwiło przez co miałem jeszcze większą ochotę, aby się poruszać. Nie zaprzątałem sobie głowy rozgrzewką i zbiegłem ze schodków prowadzących do domu. Jedynie mocny wysiłek i utrata oddechu po długim biegu mogły odciągnąć moje myśli od Holland. Skierowałem się w stronę plaży, abym ukradkiem mógł ukradkiem spoglądać na pieniące się fale rozbijające się o brzeg, taki widok już po chwili uspokoił moje serce i umysł dzięki czemu mogłem skupić się na drodze rozciągającą się przede mną. Mimo tego, że byłem fanem czterech kółek i teraz nie wyobrażam sobie mojego codziennego życia bez samochodu, ale uwielbiałem takie biegi czy spacery, dzięki którym mogłem odpocząć i przemyśleć pewne sprawy. Już po chwili zapomniałem o wszystkich i mogłem cieszyć się chwilą tu i teraz. Cieszyłem się, że wybrałem się o tak wczesnej godzinie pobiegać, dzięki czemu nie musiałem omijać ludzi oprócz kilku osób spacerujących po plaży. Po półgodzinnym biegu moje nogi były jak z waty przez co musiałem przystanąć i przytrzymać się ławki, która chroniła mnie przed upadkiem. W tym właśnie momencie rozglądając się dookoła pomyślałem sobie, że dla takich chwil warto żyć. Moje płuca wypełniał życiodajny tlen, a moje całe ciało ogrzewały promienie słońca.
Kiedy tak oderwany od świata i podziwiający każdy skrawek natury siedziałem an ławce usłyszałem krzyk. Nie było to dla mnie dziwnie, ponieważ tutaj była to dla mnie codzienność, ale coś kazało mi się odwrócić i pierwsze co zobaczyłem to psa a ściślej mówiąc labradora, który ciągnął za sobą smycz bez właściciela. Nie myśląc długo ignorując ból w nogach zerwałem się z ławki i ruszyłem w pogoń za uciekinierem. Nie był łatwym przeciwnikiem, ponieważ kiedy moje palce już muskały smycz on nagle przyśpieszał i zabawa zaczynała się od nowa. Po kilku minutach pościgu udało mi się złapać smycz, chociaż nie przemyślałem tego do końca, ponieważ zwierzak momentalnie stanął a ja wylądowałem jak długi na ziemi. Dla osób oglądających to całe widowisko musiało to wyglądać bardzo zabawnie. Zmęczony jak nigdy przedtem otrzepałem się z piachu, choć i tak wiedziałem, że po powrocie do domu czekał mnie dłuuugi prysznic. Nawet nie mogłem się gniewać się na tego psiaka, ponieważ, kiedy tylko spojrzałem w jego oczy moje serce od razu zmiękło. Nie miałem pojęcia jak mogłem odszukać jego właściciela,a jedynym rozsądnym pomysłem wydawało mi się wrócenie do miejsca, w którym pierwszy raz go zobaczyłem. Im bardziej zbliżaliśmy się do tego miejsca tym wyraźniej słyszałem wołania i zdecydowanie ten głos należał do kobiety. Również tym razem, gdy stanąłem obok tej samej ławki zauważyłem dziewczynę odwróconą do mnie plecami. Ale ja już doskonale wiedziałem kim ona jest.Wystarczyło jedno szybkie spojrzenie an jej długie piękne rude włosy, aby w mojej głowie pojawiło się jedno imię... Holland
Nie było takiej drugiej dziewczyny na świecie co do tego miałem pewność. Moje serce zaczyna bić szybciej na sam dźwięk jej imienia, a kiedy się odwróciła miałem wrażenie, że zaraz eksploduje. Musiałem się powstrzymać, aby nie podbiec do niej i jej nie pocałować. Ale ona w pierwszej chwili nie zwróciła na mnie uwagi, tylko jak już można było się domyślić na swojego psa, który nawet nie wiem kiedy wyrwał mi się i podbiegł w jej stronę. Holland wydała z siebie głośny pisk, który oznaczał raczej zadowolenie, a przynajmniej tak mi się wydawało. W drugiej kolejności, kiedy Holland dostatecznie wyściskała swojego psa niespodziewanie podbiegła do mnie i zarzuciła mi ręce na szyję, kiedy pierwszy szok ustąpił miejsca zaskoczeniu i w końcu mocno objąłem dziewczynę w pasie. Długo wyczekiwana chwili od której marzyłem już długo i skrycie nastąpiła. Wtuliłem twarz w jej włosy i pierwszy raz mogłem poczuć jej zapach, który był cudowny. Nie chciałem wypuszczać Holly z moich objęć nawet na sekundę, ale mój obecny stan nie był najlepszy. Niechętnie zabrałem dłonie z jej pleców, a wzrok skierowałem na jej twarz. A kiedy ją ujrzałem miałem ochotę jeszcze raz mocno ją przytulić i już nigdy nie wypuszczać. Na jej ustach rozciągał się szeroki uśmiech a oczy lśniły od łez.
- Holly proszę nie płacz przecież twój pies się znalazł - nigdy nie mogłem, kiedy jakaś dziewczyna przy mnie płakała tym bardziej teraz, kiedy była to Holland.
- Głupku to ze szczęścia i chciałabym ci bardzo bardzo, ale to bardzo podziękować, że go złapałeś. Naprawdę nie wiem co bym zrobiła gdyby Cię tu nie było - gdy wypowiadała te słowa w jej oczach pojawiło się jeszcze więcej łez i nie mogłem na to tak poprostu patrzeć.
- To nic wielkiego na moim miejscu pewnie każdy by to zrobił - nie miałem pewności czy to co mówię jest prawdą, ale wiedziałem, że zrobiłbym to jeszcze raz, aby zobaczyć jak była szczęśliwa.
- Nie Dylan dla mnie to coś wielkiego. Nie mam pojęcia co bym zrobiła gdyby Leo do mnie nie wrócił, naprawdę nie wiem jak mam wyrazić moją wdzięczność - miałem ochotę powiedzieć, że wystarczy, aby była przy mnie, ale w ostatniej chwili ugryzłem się w język.
- A ja chyba wiem w jaki sposób mogłabyś mi podziękować - w mojej głowie już rodził się plan krok po kroku.
- Ahh tak, a jaki? - na jej twarzy nie było widać nawet cienia lęku co tylko mnie zmotywowało.
- Pójdziemy razem na obiad i nie chcę słyszeć sprzeciwu.
- Skąd ten pomysł, że mogłabym się nie zgodzić. Bardzo chętnie pójdę z tobą na obiad - moje serce znowu zaczęło bić dwa razy szybciej niż powinno a wszystko za sprawą jednej dziewczyny.
- A więc świetnie tylko daj mi 30 minut ja pobiegnę szybko do domu się odświeżyć i po Ciebie przyjdę, zgoda? - wciąż nie mogłem uwierzyć w swoje szczęście.
- Będę do na Ciebie czekać - obdarzyła mnie swoim uśmiechem i odeszła wraz z Leo.
Nie chciałem stracić ani minuty z mojego cennego czasu, więc kiedy tylko zobaczyłem, że Holland weszła do swojego domu puściłem się biegiem w stronę swojej furtki o mało co nie wpadając na ludzi spacerujących po chodniku. Wpadłem do domu cały mokry przy okazji strasząc przy strasząc moją suczkę. Szybko skopałem buty ze stóp i zacząłem się rozbierać na środku korytarza zapominając o otwartych drzwiach frontowych. Lekko speszony wbiegłem po schodach prowadzących na pierwsze piętro i udałem się do łazienki o mało co nie poślizgując się na płytkach wszedłem pod prysznic zamykając za sobą kabine. Już na początku sparzyła mnie gorąca woda, a za chwile zmroziła lodowata i dopiero kilka chwil zajęło mi ustawienie odpowiedniej temperatury. Szybko spłukałem całą piane z włosów oraz ciała i wyszedłem spod z prysznica. Owinąłem sobie ręcznik w okół bioder i z mokrymi wciąż włosami skierowałem się do sypialni, aby ubrać się w coś poza ręcznikiem. Otworzyłem oszklone drzwi szafy i tutaj zaczął się mój największy problem mimo tego, że byłem facetem nigdy nie wiedziałam w co się ubrać. W końcu zdecodowałem się na szary t-shirt z krótkim rękawem, spodnie w jaśniejszym odcieniu, a na ramiona wciągnąłem czarną kurtkę. Zadowolony, że jeszcze zostało mi 5 minut zacząłem powoli schodzić na parter, aby założyć jeszcze moje ulubione buty i pogłaskać Maggie,która zaszczekała widząc mnie, więc stwierdziłem, że jej się podoba. Kiedy na ekranie telefonu zobaczyłem, że zostały 2 minuty zabrałem klucze ze stolika stojącego na korytarzu i wyszedłem z domu nie zapominając o zamknięciu drzwi. Z uśmiechem przyklejonym na ustach, który nie opuszczał mnie od spotkania z Holland ruszyłem w stronę jej domu wsłuchując się w szum fal i radosne okrzyki dzieci bawiących się na plaży. Drogi do jej domu chyba jeszcze nigdy nie przeszedłem tak szybko, więc kiedy tylko stanąłem przez jej drzwiami zapukałem energicznie w dwa razy. Dopiero po chwili usłyszałem krzyk w głębi domu i szczekanie psa, a już po sekundzie ujrzałem Holland, która była ubrana w biało-czarną bluzkę, spódnicę przed kolana, szare botki do kostek, a na ramieniu miała zawieszoną małą czerwoną torebkę. Już dzisiaj nie wiem, który raz moje serce zaczęło bić w przyśpieszonym tempie i nawet głęboki oddech nie pomógł mi się uspokoić, a Holland jedynie delikatnie się uśmiechnęła i zarumieniła. Wydawało mi się, że dziś wygląda jeszcze piękniej niż wczoraj, choć myślałem, że to niemożliwe, a dodatkowo nie mogłem oderwać od niej oczu co ją lekko speszyło.
- Cześć Dylan ładnie wyglądasz - nie miałem pojęcia jak ona to robi, ale kiedy tylko na mnie spojrzała moje ciało przeszyły przyjemne dreszcze.
- Hej Holly właśnie miałem to samo powiedzieć. Jedziemy? -podszedłem kilka kroków bliżej tak, że zaledwie dzieliło nas kilka centymetrów, ale ja jedynie dałem jej szybkiego buziaka w policzek i złapałem za rękę.
- Taak, ale nadal mi nie powiedziałeś gdzie mnie zabierasz - zauważyłem, że Holland krok po kroku zaczęła przekonywać się do mnie i powoli zaczyna ufać.
- Ohh to niespodzianka i mam nadzieję, że Ci się spodoba - robiąc tajemniczą minę pociągnąłem ją w stronę swojego auta.
Jazda samochodem minęła w ciszy co w cale nam nie przeszkadzało ja mogłem skupić się na drodze i na uważaniu, aby nie minąć drogi, a Holly na oglądaniu krajobrazu, który mijaliśmy za oknem. Na początku mijaliśmy plaże i roześmiane rodziny, a po chwili krajobraz zaczął ustępować miejsca miastu. Im bliżej byliśmy centrum tym coraz bardziej zacząłem się denerwować, przecież to nie była randka... Kogo ja oszukuję najbardziej na świecie chciałbym, aby była to randka, ale nie wiem czy Holly także tak to odebrała.
Kiedy stanęliśmy na światłach ukradkiem wytarłem już lekko spocone dłonie o spodnie, a kiedy spojrzałem na Holly moje wszystkie obawy zniknęły, patrzyła wprost na mnie i nie miałem pojęcia jak długo tak mnie oglądała, ale podobało mi się to. Oboje patrzyliśmy na siebie w milczeniu i nagle świat jakby stanął w miejscu i ta chwila mogłaby trwać i trwać, gdyby nie samochód z tyłu zatrąbił i dopiero po kilku sekundach zorientowałem się, że światło zmieniło się na zielone. Ruszyłem z piskiem opon i skierowałem się w stronę restauracji, która już wyłaniała się z pomiędzy innych budynków. Zatrzymałem się przed restauracją wysiadłem pierwszy i od razu otworzyłem drzwi od strony Holland, aby mogła wysiąść, a kiedy już to zrobiła zaoferowałem jej swoje ramie, które z uśmiechem przyjęła.
- A więc zabrałeś mnie do Cody's masz szczęście, ponieważ jeszcze nigdy tutaj nie byłam - zauważyłem, że Holly omiotła lokal spojrzeniem i już po chwili jej usta rozciągnęły się w uśmiechu.
- Ja też jestem tutaj pierwszy raz, ale wiem z wiarygodnych źródeł, że ta restauracja jest bardzo dobra - w tym czasie podszedł do nas kelner i zaprowadził nas do naszego stolika.
Kiedy usiedliśmy mogłem dokładniej się rozejrzeć. Ściany były pomalowane na biało z elementami czarnego, wisiały tam także czarne tablice na których goście mogli wypisywać swoje komentarze na temat restauracji co wydało mi się świetnym pomysłem. Stolik przy,którym sierdziliśmy był wykonany z szarego drewna a krzesła z tego samego materiału a dodatkowo miały wygodne poduchy. Były tutaj także wielkie okna, które wpuszczały masę światła. Znajdował się tutaj także taras, który był cały zapełniony gośćmi. A na suficie zawieszony był wielki wiatrak, który przyjemnie chłodził. Wiedziałem, że nie jest to moja ostatnia wizyta tutaj, a to miejsce już po kilku chwilach przypadło mi do gustu. Kelner, który prowadził nas do stolika dał nam chwilę na zastanowienie, ale właśnie wrócił, a ja wciąż nie wiedziałem na co się zdecydować.
- Nie jesteś wegetarianką, prawda? - spojrzałem pytająco na Holly.
- Nie nie jestem - odpowiedziała mi takim samym spojrzeniem i dodatkowo uniosła pytająco brew przez co na jej czole pojawiła się mała zmarszczka.
- A więc poprosimy dwa dania dnia i butelkę wina - te słowa skierowałem do kelnera oddając mu Menu.
- Bardzo długo czekałem na tę chwilę Holland, wiesz dlaczego? - znalazłem jej dłoń na stole i mocno ścisnąłem.
- Nie, ale możesz mnie oświecić.
- Ponieważ chce się o Tobie dowiedzieć jak najwięcej, a że jesteś skrytą osobą to idealna okazja - chwyciłem za kieliszek z wodą, aby po części czymś zająć ręce i nie musieć patrzeć na reakcję Holly, ponieważ bałem się, że tylko ją zdenerwowałem.
- Nie sądzę, abym była ciekawą osobą, ale ja bardzo chętnie posłucham o Tobie - kiedy spojrzałem na nią z nad kieliszka nie było nie widać na jej twarzy, aby była zła, a raczej zaciekawiona.
- No to może jeżeli oboje jesteśmy tacy ciekawscy zadamy sobie po trzy pytania jakie tylko chcemy - to była moja okazja, aby ją lepiej poznać.
- Wydaje się to to sprawiedliwe, a więc dobrze - żadne z nas nie zdążyło jeszcze o nic zapytać, ponieważ kelner przyniósł nam nasze dania.
Danem dnia okazały się grillowane filety z kurczaka z chutney z mango z kaszą jaglaną i sałatą. Przysięgam,że nigdy w życiu nie jadłem czegoś tak pysznego. Pierwszy kęs dosłownie rozpływał się w ustach tak jak i pozostałe. Widziałem, że Holly także smakuje, więc żadne z nas nie chciało przerywać jedzenia. Wraz z naszym jedzeniem kelner przyniósł nam wino, a z racji tego, że ja prowadziłem nie mogłem pić, więc Holly choć z początku oporna pozwoliła nalać sobie kieliszek, miałem nadzieję, że przez alkohol stanie się trochę bardziej odważna. Broń Boże nie chciałem jej upić!
Kiedy ostatni kęs zniknął z naszych talerzy spojrzeliśmy na siebie i zauważyłem,ze Holland dostała już lekkich rumieńców na policzkach nie wiedziałem tylko czy to moja zasługa czy alkoholu...
- I jak smakowało? - ukradkiem dolałem Holly troszkę wina, aby była jeszcze bardziej otwarta.
- Baardzo, ale czy to było twoje pierwsze pytanie? - mówiąc to zachichotała cicho tak, że tylko ja mogłem to usłyszeć.
- Chciałabyś, moje pytania są o wiele lepsze. Więc może zaczniemy od tego gdzie się urodziłaś?
- Ahh więc standardowo, a więc urodziłam się w Detroit w stanie Michigan. Ile miałeś dziewczyn w swoim życiu? - słysząc to pytanie wspomnienia o moich byłych powróciły, ale nie chciałem o tym myśleć, kiedy byłem z Holly.
- W swoim życiu miałem trzy dziewczyny dla niektórych może wydawać się to śmiesznie mało, a dla innych to rekord. Ale wiesz mam pewne wymagania dotyczące dziewczyn, ale nie uznaj mnie za snoba. Ja poprostu szukam u dziewczyn poszczególnych cech, chce jedynie, aby moja dziewczyna była miła, ale bez przesady, mądra i ładna, ale nie wymagam chyba za wiele prawda? - praktycznie każdy ma swój taki mały ideał, a ja naprawdę nie byłem wymagający.
- To jeżeli te dziewczyny miały te poszczególne cechy to dlaczego już nie jesteście razem? - mówiąc to wyjęła bułeczkę z koszyczka stojącego przede mną oderwała kawałek i włożyła go sobie do ust.
- Może dlatego, że za bardzo się różniliśmy, choć podobno przeciwieństwa się przyciągają, albo poprostu nie były mi pisane - przez swoją nieuwagę oraz rozkojarzenie przez przypadek napiłem się wina z kieliszka Holly.
- Może nie musisz szukać ideału tylko kogoś kogo będziesz kochać bezwarunkowo.
- Sama tak mówisz a nie widziałem, aby przychodził do Ciebie jakiś inny chłopak oprócz Tylera, więc jak to jest - pomyślałem sobie, że i tak skoro napiłem się już raz to i tak będę musiał zamówić taksówkę, więc wlałem do swoje kieliszka trochę alkoholu.
- Potraktuję to jako twoje drugie pytanie. Nie widziałeś żadnego chłopaka oprócz naszego przyjaciela, ponieważ go nie mam. Po moim ostatnim związku odpuściłam sobie facetów na jakiś czas, a tak poza tym to jestem młoda i mam czas - po wypowiedzeniu tego zdania pociągnęła długi łyk wina.
- Bardzo rozsądne podejście, masz rację musisz korzystać z życia.
- A może powiesz mi czym zajmują się twoi rodzice?
- Musisz wiedzieć, że nie poznałem swoich biologicznych rodziców, a zostałem adoptowany mając zaledwie kilka miesięcy. Ale nie żałuje kocham moich rodziców najbardziej na świecie. A wracając do pytania mój tata jest adwokatem, a moja mama lekarzem - chciałem, aby Holland wiedziała o tym na początku, aby potem uniknąć niezręcznych sytuacji.
- O mój Boże Dylan przepraszam powinnam dwa razy pomyśleć zanim coś powiem - Holland zakryła twarz dłońmi ukrywając swoje zawstydzenie.
- Nie Holly to nie twoja wina skąd mogłaś wiedzieć. Moi rodzice chcieli, abym wiedział od początku i bardzo się cieszę, że tak postąpili. Naprawdę nie mam Ci tego za złe - chwyciłem malutkie dłonie Holland w swoje i najpierw pocałowałem jedną, a za chwilę drugą.
- No dobrze może odpuśćmy sobie te pytania i poprostu cieszmy się swoim towarzystwem.
Reszta wieczoru upłynęła nam na przyjemnych rozmowach o naszej przeszłości, teraźniejszości oraz przyszłości. Rozmawialiśmy także o naszych marzeniach i planach na przyszłość. Miałem świadomość, że Holly stała się taka otwarta ze względu na alkohol buzujący w jej żyłach. Nie zorientowałem się nawet, kiedy zaczęło się ściemniać i musieliśmy już niestety wracać. Ze względu na mój stan po kilku kieliszkach wina musiałem zostawić samochód przed restauracją, a oboje wróciliśmy do domu taksówką.
Kiedy taksówka zatrzymała się przed naszymi domami pomogłem wysiąść Holland z auta, chwyciłem ją za dłoni i lekko pociągnąłem w stronę jej domu. Położyłem jej dłoń na plecach dodatkowo, aby ochronić ją przed niekontrolowanym upadkiem.
W końcu dotarliśmy pod jej drzwi wejściowe oparłem lekko ją o ścianę domu tak, że znowu nasze twarze dzieliło kilka centymetrów, więc wystarczyło się tylko nachylić, ale zanim zdążyłem wykonać jakikolwiek ruch Holland mnie wyprzedziła i poczułem jej gorąco oddech na swojej twarzy a sekundę później jej usta na moich. Zanim zdążyłem jakkolwiek zareagować Holly zniknęła już za drzwiami zostawiając mnie oszołomionego i zdezorientowanego.


__________________________________________________________________
Osoby, które czekały w końcu się doczekały :D
Jeżeli są jakiekolwiek błędy to przepraszam i postaram się je poprawić.
Zbliża się także nowy rok szkolny, więc coś czuję, że będę miała więcej czasu na pisanie, wiem to bardzo logiczne :3
Ale postaram się, aby te rozdziały pojawiły się częściej oraz przypominam o podkreślonych wyrazach.
Mile widziane komentarze :)
To do następnego ❤

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Rozdział IV

Holland's POV

Bardzo lubiłam urządzać sobie z Tylerem wieczorne maratony filmowe podczas, których graliśmy w wymyślone przez nas gry np. Kto dłużej wytrzyma bez snu. 
Wiem, że może się to wydawać dziecinne, ale właśnie dzięki takim wieczorom uśmiechałam się naprawdę szczerze.
Choć ten wieczór nie należał do typowych, a miałam tutaj na myśli niespodziewanego gościa, czyli Dylana. Nie miałam pojęcia o intrydze, którą wymyślił Tyler przez co byłam zmuszona do spędzenia z nim wieczoru. Tak naprawdę Dylan nie zrobił mi nic złego ani nic z tych rzeczy, ale czując jego obecność byłam nieco skrępowana. Nie pomagały mi także wciąż nawracające wspomnienia. Jeszcze nigdy podczas takich wieczorów nie zdażyło mi się abym zasnęła pierwsza, ale dzisiaj po obejrzeniu filmu moje oczy zaczęły momentalnie się zamykać, a dodatkowo nie pomagał mi fakt, że chłopcy zaczęli rozmawiać o ostatnim meczu przez co do mojego zmęczenia doszło znudzenie. Poinformowałam Tylera o tym, że będę się już zbierać, a słysząc to Dylan wstał szybko z kanapy i powiedział, że też będzie już wracał. Nie będę kłamać zrobiło mi się miło, kiedy to usłyszałam, ale nie dałam nic po sobie poznać. Pożegnałam się z Tylerem i wyszłam frontowymi drzwiami, a Dylan tuż za mną. Wsiadłam do swojego auta i spojrzałam jeszcze w wsteczne lusterko, aby sprawdzić czy Dylan robi to samo. Pierwsza wyjechałam z podjazdu Tylera i skierowałam się na drogę i nie mogłam się oprzeć, aby nie zerknąć czy jedzie za mną. Może mi się wydawało a może nie, że Dylan uśmiechał się pod nosem, ale nie mogłam się dłużej przyglądać wolałam się skupić na drodze mimo tego, że ulice już prawie całkowicie opustoszały wolałam zachować ostrożność. Całą drogę powrotną spędziłam w ciszy nie miałam nawet ochoty słuchać radia. Jazda choć zazwyczaj była krótka dziś dłużyła się niemiłosiernie, więc bardzo ucieszyłam, kiedy w końcu podjechałam pod swój dom. Wyciągnęłam kluczyki ze stacyjki zgarnęłam swój telefon z fotela pasażera i wysiadłam z samochodu nie zapominając o włączeniu alarmu. Kiedy szłam w stronę drzwi frontowych Dylan zajechał pod swój dom i precyzyjnie zaparkował. Krzyknął do mnie jeszcze dobranoc uśmiechając się przy tym promiennie i nie zdążyłam nawet odpowiedzieć, ponieważ zniknął już za drzwiami swojego domu. Otworzyłam drzwi kluczem przytwierdzonym do breloczka, który dostałam od swojej mamy w prezencie zawsze przywoływał on mi na myśl miłe wspomnienia. Położyłam klucze na stoliku przy wejściu i odwiesiłam kurtkę na wieszak, ponieważ wieczory ostatnio robiły się coraz chłodniejsze. Nie musiałam także długo czekać, aby przybiegł do mnie Leo. Podrapałam go za uszami i podążyłam w stronę schodów, a dalej do mojej sypialni, w której szybko się przebrałam w piżamę i otuliłam się szczelnie kołdrą, szepnęłam dobranoc do Leo, który spał w nogach mojego łóżka i zasnęłam.

*następnego dnia*

Obudziłam się z pulsującym bólem z tyłu głowy. Sturlam się z łóżka w sposób na naleśnika i włożyłam na stopy moje kapcie. Poprawiłam jeszcze kołdrę oraz poduszki i wyszłam z sypialni. Nie miała pojęcia jak, ale z każdym krokiem mój ból się nasilał. Skierowałam się do łazienki na parterze i nacisnęłam klamkę, a drzwi po sekundzie ustąpiły. Uklęknęłam przy szafce pod umywalką, w której trzymałam leki. Zaczęłam przeglądać wszystkie  jakie mi wpadły w ręce, ale nie było żadnych na mój problem. Zrezygnowana skierowałam się w stronę kuchni mając nadzieję, że tam coś znajdę. Sięgnęłam lewą dłonią po stołek barowy, a prawą przytrzymałam się blatu kuchennego na wypadek gdybym miała upaść. Otwierałam po kolei wszystkie szafki, ale dopiero w ostatniej znalazłam tabletki, które mnie interesowały. Zeskoczyłam ze stołka i z tabletkami w dłoni podeszłam do zlewu, aby nalać sobie wody. Wyciągnęłam szklankę z szafki, która była nad umywalką i czekałam aż zimna woda napełni naczynie. Kiedy już wypiłam tabletki mój brzuch się odezwał i oznajmił, że jest głodny. Wiedziałam tylko czego nie chce na śniadanie. Po ostatnim wieczorze z Crystal mam naleśników dość na najbliższy czas. Zamyślona otworzyłam lodówkę i dopiero po chwili, kiedy w końcu włączyło się moje logiczne myślenie zauważyłam, że moja lodówka świeci pustkami. No dobra jeżeli ktoś potrafi najeść się połówką cytryny i przeterminowanym majonezem to proszę bardzo, ale ja nie miałam zamiaru. Jedynym dobrym wyjściem było wybranie się na zakupy. Chyba właśnie ten rodzaj zakupów jest jedynie znienawidzony przez kobiety.
Jeżeli to w ogóle możliwe...
Nie mogłam się też wybrać do sklepu w piżamie mimo, że była urocza. Przypomniałam sobie o moich ubraniach w toalecie, które dało się jeszcze włożyć. Na szczęście nie musiałam nakładać makijażu, więc nie spędziłam tam za dużo czasu. I tak oto ubrana w białą bluzeczkę na cienkich ramiączkach, spódnice do kostek ze swoją ulubioną torbą na ramieniu i brązowych sandałkach oraz włosach związanych w luźny koczek, aby mi nie przeszkadzały chwyciłam klucze do samochodu  i wyszłam z domu. Poranek okazał się wystarczająco ciepły na moje szczęście. Przekręciłam jeszcze dwa razy kluczem w drzwiach i podeszłam do mojego samochodu. Oczywiście moja pamięć lubi płatać mi figle i kiedy pociągnęłam za klamkę drzwi nie ustąpiły. Po chwilowych zastanowieniu się przypomniałam sobie, że wczoraj włączyłam alarm w samochodzie. Po rozwiązaniu problemu wsiadłam do auta i usiadłam na fotelu kierowcy i w tym samym czasie zapięłam pas bezpieczeństwa. Włożyłam kluczyk do stacyjki i przekręciłam, ale stało się jedno wielkie nic. Nie usłyszałam tak dobrze znanego mi odgłosu silnika. Spróbowałam jeszcze raz i znowu nic, a ta sytuacja powtórzyła się jeszcze kilka razy. Spojrzałam na wskaźnik paliwa, ale okazało się, że tego paliwa poprostu tam nie ma. Miałam pusty bak i nie mogłam nic z tym zrobić. Zrezygnowana wysiadłam z samochodu i już miałam iść do domu, kiedy usłyszałam za plecami odgłos zamykanych drzwi. Kiedy się odwróciłam zauważyłam Dylana wychodzącego ze swojego domu i kiedy podchodził do swojego Audi nasze spojrzenia się spotkały i pomachał w moją stronę, a ja niepewnie mu odmachałam. Nie zdążyłam nawet powiedzieć jednego słowa, ponieważ mnie wyprzedził :
- Dzień Dobry sąsiadko wybierasz się gdzieś? - uśmiechnął się do mnie, a w jego oczach można była zauważyć iskierki.
- Taki miałam plan, ale niestety mój samochód mi na to nie pozwolił - podeszłam bliżej ogrodzenia, abym mogła go lepiej słyszeć, a on zrobił to samo.
- O to widzisz masz szczęście, ponieważ akurat jadę do centrum.
- Nie nie chce Ci robić kłopotu poprostu zamówię taksówkę - nawet zaczęłam powoli odchodzić.
- Jaki kłopot nie wygłupiaj się. No chodź ja nie gryzę - i zaczął się uśmiechać pokazując rzad swoich śnieżnobiałych zębów.
- No dobrze, ale naprawdę nie musisz tego robić - skierowałam się w stronę furtki.
- Dla mnie to tylko przyjemność - wyciągnął w moją stronę dłoń, którą po chwili niepewnie ujęłam.
Pociągnął mnie w stronę auta i otworzył przede mną drzwi od strony pasażera. Ostrożnie usiadłam i zaczęłam się rozglądać. Ten samochód robił ogromne wrażenie na zewnątrz a w środku także wyglądał bardzo nowocześnie i stylowo. W tym czasie Dylan okrążył samochód otworzył drzwi i usiadł na swoim miejscu. Przez chwilę spoglądaliśmy na siebie w milczeniu, ale nie trwało to długo, ponieważ Dylan odpalił samochód i powoli wyjechaliśmy z pod jego domu. Chyba bardzo poważnie potraktował swoje zadanie, ponieważ był cały skupiony na drodze rozciągającej się przed nami, ale dzięki temu mogłam się bliżej mu przyjrzeć. Musiałam to przyznać oczywiście nie głośno, że Dylan był naprawdę był przystojnym mężczyzną z tą swoją fryzurą jakby dopiero co wstał z łóżka i błyszczącymi brązowymi oczami, kształtną szczęką i...

STOP! To zaszło za daleko, zostańmy przy tym, że jest przystojny...
Miałam ochotę się odezwać, aby przerwać tą niezręczną ciszę, ale Dylan znowu mnie uprzedził:
- Czemu tak na mnie patrzysz mam coś na twarzy - mówiąc to roześmiał się w dziwnie znajomy mi sposób.
- Nie nie tak tylko patrzę - poczułam jak pod wpływem jego słów moje policzki zaczęły się rumienić.
- Może porozmawiamy o czymś, aby w końcu przerwać tą ciszę. Może opowiesz mi coś o sobie - uśmiechnął się delikatnie,a w jego oczach zaczęły tańczyć małe iskierki.
- Nie ma co opowiadać. Może ty mi lepiej zdradzisz dlaczego się przeprowadziłeś do San Diego - wsunęłam opadający kosmyk włosów za ucho.
- Ohh zmiana tematu sprytnie. Od dziecka fascynowało mnie to miasto i było to moim marzeniem, aby się tu przeprowadzić oraz potrzebowałem zmian... A co z tobą, bo chyba nie mieszkasz tu od dziecka - spojrzał na mnie pytającym wzrokiem, a na jego czole pojawiły się ledwo zauważalne zmarszczki.
- Wychodzi na to, że mamy coś wspólnego, ponieważ też potrzebowałam zmian, a to miasto wydało się idealne.
- Jeżeli spędzisz ze mną trochę więcej czasu obiecuję Ci, że znajdziemy wiele rzeczy, które nas łączy - tymi słowami bardzo mnie zaskoczył, ponieważ nie spodziewałam się, że będzie chciał ze mną spędzać czas po naszym raczej nie udanym pierwszym spotkaniu.
- Możliwe kto wie, ale ty raczej powinieneś się skupić na drodze - coraz bardziej się rozluźniałam i nie czułam już takiego skrępowania.
- Może nie zauważyłaś, ale jesteśmy już na miejscu - zaśmiał się cicho pod nosem, a ja nie zauważyłam nawet jak szybko minęła podróż przy rozmowie.
Kiedy wysiedliśmy moim oczom ukazało się ogromne centrum handlowe, które już od zewnątrz było otoczone rodzinami z dziećmi oraz zakochanymi parami. Stojąc tak i rozmyślając poczułam, że coś ciągnie mnie za rękę, okazało się, że to Dylan prowadzi mnie w stronę głównego wejścia, nawet nie próbowałam wyrwać ręki, może dlatego, że dawno z nikim tak nie szłam z i trochę brakowało mi tego małego gestu, który wywołuje na ustach uśmiech. Szłam kilka kroków za Dylanem, który wciąż nie puszczał mojej dłoni nawet, kiedy weszliśmy do środka. Galeria robiła wrażenie od wielkie wrażenie natłokiem sklepów i ludzi, a najbardziej lubiłam tutaj przebywać podczas okresu świąt Bożego Narodzenia, kiedy wszystko było tak pięknie przystrojone i te wszystkie światła. Znów poczułam, że ktoś pociąga moją rękę, ale były to ledwo wyczuwalne szarpnięcia, kiedy otrząsnęłam się z zamyślenia zobaczyłam Dylana wpatrującego się intensywnie w moją twarz z uśmiechem.
- Czy teraz ja mam coś na twarzy - zaśmiałam się naprawdę szczerze, a już po chwili Dylan zrobił to samo i tak oto staliśmy pośrodku centrum śmiejąc się, a ludzie przechodzący obok nas patrzyli na nas jak na wariatów, ale mi to nie przeszkadzało.
- Nie... Poprostu podziwiałem twoją urodę - nie wiem jak on to robił, ale przez niego znów się zarumieniłam.
- O jej dawno tego nie słyszałam... Dziękuje. Może choćmy już do tego sklepu nie będziemy tutaj tak stać pośrodku - Dylan mocniej ścisnął moją dłoń i skierowaliśmy się w stronę schodów ruchomych, aby wjechać na pierwsze piętro. Tak jak myślałam ono też było tak zatłoczone jak parter, a może nawet bardziej. Na każdym kroku można prawie było wpaść na jakąś osobę,a co chwila przebiegało jakieś roześmiane dziecko, a za nim jego rodzice. Tym razem ja poprowadziłam mojego towarzysza w stronę sklepu spożywczego, abym w końcu mogła zapełnić moją lodówkę. Wyciągnęłam koszyk z długiego rzędu i razem z Dylanem ramię w ramię weszliśmy do sklepu. Może nawet wyglądaliśmy jak para, która robi razem zakupy, ale osoby, które nas nie znały nie znały prawdy, ja nawet nie wiedziałam jak jest nasza relacja. Może tak było lepiej, prościej. Wszystkie potrzebne rzeczy znalazłam w ekspresowym tempie i czekał nas tylko postój w kolejce do kasy. Stałam odwrócona plecami do Dylana i wciąż czułam na sobie jego spojrzenie, nie chciałam się odwrócić, ponieważ wtedy wiedziałam, że już nie będę odwrotu jego spojrzenie było naprawdę hipnotyzujące i mogłabym się założyć, że wiele dziewczyn nie raz zakochało się w jego oczach. Kolejka szybko się przesuwała, a kiedy przyszła moja kolej szybko zapłaciłam i już chciałam zabrać torby z zakupami, ale Dylan mnie wyprzedził, przez co dziwnie się czułam. Sama nie wiem dlaczego, może dlatego, że zachowywał się trochę jakby był moim chłopakiem co tak naprawdę nie przeszkadzało mi, ale ja sama nie wiedziałam jakie żywię do niego uczucia. Znowu nastała niezręczna cisza, kiedy wracaliśmy do samochodu czułam dziwnie napięcie między nami. Kiedy Dylan wkładał torby z zakupami do bagażnika ja usiadłam na swoim miejscu i czekałam aż on zrobi to samo. Po minucie dołączył do mnie w aucie i w ciszy wyjechaliśmy z parkingu nie wiedziałam skąd ta nagła zmiana, ale żadne z nas nie chciało odezwać się pierwsze, jakby się bało, że wszystko popsuje. Po pięciu minutach zauważyłam, że nie jedziemy tą samą trasą, która prowadziła do mojego domu, a raczej naszych domów, więc postanowiłam wyjaśnić tą sprawą:
- Dylan dokąd jedziemy, bo chyba na pewno nie do domu - nie wiem dlaczego, ale zaczęłam się stresować jakby był seryjnym zabójca, a ją jego ofiarą.
Taak wiem, że to głupie.
- Nie bój się i tak masz rację nie jedziemy do domu, ponieważ jedziemy do sklepu zoologicznego, właśnie po to chciałem jechać do centrum - kiedy to usłyszałam moje spięte mięśnie zaczęły się rozluźniać.
- A to dobrze...
- A co myślałaś, że mam Cię zamiar wywieźć na jakieś pustkowie i tam zabić? - miałam wrażenie, że on czytał w moich myślach.
- Pff że co, oczywiście że nie... - miałam ochotę zapaść się pod ziemię.
- Hej nie martw się ze mną jesteś bezpieczna - na znak, ze mówi prawdę złapał moją dłoń.
- Nie martwię się - uśmiechnęłam się delikatnie, aby potwierdzić swoje słowa.
Jechaliśmy jeszcze może z dwie minuty, kiedy w końcu zatrzymaliśmy się pod małym sklepem zoologicznym. Tym razem Dylan pomógł mi wysiąść z auta podając mi swoją pomocną dłoń, której nie puszczał nawet, kiedy weszliśmy do sklepu. Od razu po wejściu uderzył mnie zapach tak dobrze mi znanej karmy, nie wiedziałam co miał zamiar tutaj zrobić, ale już po chwili sprawa się wyjaśniła, kiedy zobaczyłam Dylana podnoszącego z podłogi kilkukilogramowy worek z psią karmą, gdy to robił mogłam zauważyć mięśnie napinające się pod jego koszulką.
To także zdecydowanie działało na dziewczyny.
Kiedy Dylan płacił za karmę ja z podziwiałam małe chomiczki, które chyba niedawno się urodziły. Mogłam tak stać i głaskać je jeszcze dłuuugi czas, ale niestety musieliśmy już jechać. Tym razem atmosfera w aucie nie była taka spięta, a podróż powrotna minęła nam na rozmowie o wszystkim i o niczym. Takie rozmowy bardzo dobrze na mnie działały, a nie wiedziałam, że Dylan będzie takim dobrym słuchaczem jak i rozmówcą. Nie sądziłam, że tak miło spędzę poranek. Brunet nie okazał się też taki zły jak na początku myślałam. Czas tak szybko minął przy rozmowie, że nawet nie zauważyłam, kiedy dojechaliśmy pod mój dom. Oczywiście los chciał, aby coś się stało i tak oto zaciął się mój pas, więc Dylan postanowił mi pomóc, a kiedy się pochylił mogłam poczuć jakich perfum używa i ten zapach mogłabym wdychać godzinami. Ale po dłuższej chwili walki udało mu się mnie uwolnić i wyszłam z auta, aby zabrać jeszcze swoje zakupy. Wzięłam torby i ruszyłam w stronę domu, a Dylan tuż za mną nie dało się nie wyczuć jego bliskiej obecności. Przed samym wejściem obróciłam się jeszcze aby mu podziękować a on pochylił się w moją stronę tak, ze znowu mogłam poczuć jego zapach i bardzo delikatnie musnął mój policzek, jakby bał się, że zrobi mi krzywdę. Tak zaskoczył mnie tym co zrobił, że dopiero po chwili uświadomiłam sobie, ze wstrzymywałam oddech. Ale on się tym nie przejął tylko obrócił się na pięcie z uśmiechem i wsiadł do auta, którym po chwili wyjechał. kiedy mnie mijał pomachał mi i się zaśmiał. A ja kompletnie zdezorientowana stałam jeszcze długo próbując nad sobą zapanować i nad moimi myślami.


__________________________________________________________________
I tak oto dodaje kolejny rozdział, nie mam pojęcia jak on mi wyszedł, ale mam nadzieję, że da się czytać.
Opinie możecie zostawiać w komentarzu :)
Przypominam o podkreślonych wyrazach, ponieważ są one linkowane :3
Chciałabym tez powiedzieć o nowej zakładce na blogu a mówię tutaj o zakładce ,,Blogi'' gdzie można mi podsyłać linki.
I chciałabym też podziękować za PONAD 1200 wyświetleń na blogu ! Dziękuje ♥♥
To do następnego ♥